Art&Business #6/2013

Rozmowa Art & Business cz. IV #6/2013

W kolejnej odsłonie snobowych rozmów na łamach miesięcznika „Art&Business” dotykamy ważnej kwestii wystaw o architekturze. Jak przedstawiać architekturę i jej skomplikowaną problematykę w przestrzeniach muzealnych? Dlaczego mamy tak mało dobrych wystaw architektonicznych w Polsce? Nie tylko krytykujemy, prezentujemy nasz subiektywny wybór najlepszych ekspozycji z ostatnich lat. Co więcej – pokazujemy też kilka sposobów i najnowszych metod kuratorskich na tworzenie dobrych i ciekawych wystaw o architekturze

IMG_00000290_edit

Tomek: Pora porozmawiać o architekturze w kontekście bliskim czytelnikom A&B – a mianowicie wystaw. Dotychczas sporo mówiliśmy o architektach i samych budynkach, a równie ważne jest to jak architektura i jej problemy przedstawiane są w mediach – w tym poprzez wystawy architektoniczne.

Marcin: Dla mnie wystawy są najlepszym papierkiem lakmusowym tego, czym żyje współczesna architektura i do czego dąży. Robienie wystaw to ciągłe stawianie podstawowego pytania – co to jest architektura? – i próbowanie szukania na nie odpowiedzi, jak również poszerzania samej definicji architektury.

Tomek: A propos tego podstawowego pytania – właśnie Podstawy (Fundamentals) – to tytuł przyszłorocznego Biennale Architektury w Wenecji, którego temat ogłosił kilka miesięcy temu główny kurator imprezy Rem Koolhaas, jeden z najwybitniejszych architektów współczesnych, a zarazem jeden z nielicznych teoretyków i intelektualistów wśród star-architektów. To ma być powrót do istoty architektury, a także do źródeł nowoczesności. Co myślisz o tym temacie?

Marcin: Cieszę się już z samego wyboru kuratora. Ostatnie edycje Biennale były miałkie, dowodzili nimi architekci-praktycy, choć światowej sławy, to jednak proponowali banalne tematy, które nie wnosiły niczego nowego do architektonicznego dyskursu. Na ich tle Koolhaas jawi mi się jako odpowiednia osoba, by wyprowadzić tę imprezę na właściwe tory. Ten architekt zawsze słynął z wyrazistych poglądów i takiej też architektury, przy tym siał ferment intelektualny, by tylko przypomnieć jego słynne zdanie „Fuck the context” (pieprzyć kontekst), które stało się, chcąc nie chcąc dla autora, credo dla star-architektów, czy jego książkę „SMLXL” będącą biblią współczesnej architektury. Dzięki Koolhaasowi zapowiada się interesujące i intelektualne Biennale a nie tylko efekciarskie. Często można się spotkać z opinią zagranicznych kuratorów, którzy podkreślają, że dla nich Koolhaas jest najpierw intelektualistą a dopiero potem architektem.

Tomek: Dobrze, że ogłosił temat Biennale znacznie wcześniej niż poprzednicy, by, jak sam mówi, poszczególne państwa i kuratorzy mieli więcej czasu na przygotowanie dobrych wystaw. Zachęta, która w Polsce zajmuje się organizacją wystawy w Pawilonie Polskim, również rozpoczęła dużo wcześniej niż zwykle przygotowania do udziału w tym wydarzeniu.

Marcin: Błagam, co masz na myśli mówiąc „przygotowania”? Chyba nie to spotkanie robocze, na którym byli przedstawiciele mediów i zaledwie kilku organizacji architektonicznych? Jak to zwykle bywa w czasie „dyskusji” w Polsce, były okrągłe słówka i mało konkretów. Nie wypracowano niczego istotnego poza tym, że w końcu wyniki konkursu będą odtajnione i poznamy wszystkie złożone prace.

Tomek: Przyznaj – pijesz do Zachęty, bo Cię nie zaprosili.

Marcin: Nie chodzi o moje ambicje. Co więcej bardzo kibicuję Zachęcie, pomimo tego, że kilka lat temu krytykowałem ją za złą organizację i szereg wpadek biennalowych jak chociażby ta skandaliczna i bezprecedensowa związana z nie wybraniem zwycięskiej koncepcji w 2010 roku i zaskakujących działaniach niczym w dobrym korupcyjnym filmie. Ale wracając do tego spotkania w Zachęcie, jak czytam, kto tam był – to się łapię za głowę. Bo część z tych osób w życiu nie była na Biennale. Wkurza mnie, że na spotkanie o wystawie nie zaproszono czynnych kuratorów oraz krytyków, czy teoretyków, których naprawdę można spotkać w Wenecji, których nazwiska coś mówią zagranicznym kuratorom i architektom. Zabrakło mi osób, które wniosłyby nowy powiew do polskiej wystawy. Niestety to było tylko spotkanie osób, które tworzą medialny wizerunek polskiej architektury, pudrują ją i utrwalają status quo. Zabrakło tych, którzy potrafią i chcą coś zmienić. Polski pawilon jest już stary, jego zmurszałe mury się sypią, co dwa lata trzeba go malować, tynkować, ale grzyb wychodzi na wierzch. Tak samo jest z wystawą i całym środowiskiem – jest zmurszałe, niereformowalne, sypie się. I tylko od frontu ma odmalowaną fasadę, z tyłu wala się gruz i śmieci.

Tomek: Mówisz jakby polskie wystawy na Biennale Architektury były jakąś międzynarodową kompromitacją, a przecież są sukcesy, nawet większe niż na Biennale Sztuki. Wspomnę o zeszłorocznym wyróżnieniu za wystawę Kasi Krakowiak, gdzie kuratorem był Michał Libera, czy cofając się do 2008 roku – Złotego Lwa za wystawę Nicolasa Grosspiera i Kobasa Laksy. Więc chyba nie jest tak źle.

IMG_00000291_edit_edit11

Marcin: Owszem, mamy w Polsce garstkę osób, które czują Biennale. Czasami udaje im się dostać szansę na zrobienie wystawy w Wenecji. Ale mówiąc, że jest źle z tą imprezą w Polsce, mam na myśli jej odbiór, recepcję w kraju, w środowisku architektów. To przerażające, ale ta najważniejsza impreza architektoniczna na świecie nie znajduje żadnego oddźwięku w Polsce. Po Biennale pojawia się kilka tekstów i nic. Architekci jak jadą na Biennale, to trochę jakby jechali na wycieczkę szkolną, zobaczą kilka wystaw, porobią zdjęcia, popływają vaporetto i tyle. Nie ma żadnego dyskursu, refleksji, jakby Biennale odbywało się na innej planecie. Sam konkurs w Polsce mam wrażenie, że jest bojkotowany przez architektów. Jak w zeszłym roku bylem w jury konkursu na polski pawilon to się przeraziłem – na 32 propozycje, które wpłynęły do Zachęty, zaledwie 3-4 były „architektoniczne” tzn. zaproponowane przez architektów lub pokazujące architektów.

Tomek: Może dlatego polską wystawę na Biennale Architektury organizuje właśnie Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki – a nie żadna instytucja architektoniczna czy organizacja zawodowa architektów.

Marcin: Co nie przeszkadza architektom za każdym razem krytykować Zachęty, że im „zabrała” pawilon, że robi za mało architektoniczne wystawy. Ale która z instytucji architektonicznych mogłaby podołać Biennale? Przecież jak w latach 90. wystawą zajmowało się Muzeum Architektury to skończyło się taką kompromitacją, że przez kilka edycji nasz pawilon stał pusty.

Tomek: Już wiele razy na tych łamach mówiliśmy: polskie środowisko architektoniczne jest totalnie bezrefleksyjne, skupione na trzepaniu projektów i zarabianiu kasy. Ale bez podbudowy intelektualnej nasza architektura zawsze będzie wtórna, może być jedynie kopią tego, co powstaje zagranicą.

Marcin: Wróćmy jednak do wystaw, bo weneckie biennale to święto raz na dwa lata. Ważne są też wystawy tu w kraju. I dostrzegam pewną poprawę. Ostatni rok, dwa – to kilka ciekawych wystaw, które w końcu mają jakiś koncept. Bo przez lata królował u nas banalny standard – jeśli wystawa o architekturze, to musi być prezentacja budynków, czyli zdjęcia realizacji, rysunki rzutów oraz modele. I najczęściej były to wystawy przedstawiające dorobek jakiegoś architekta albo podsumowujące styl. A od jakiegoś czasu mamy wystawy problematyczne, poszukujące. Mam na myśli ekspozycje przygotowana chociażby przez Instytut Architektury w Krakowie czy Centrum Architektury z Warszawy.

Tomek: Zwróć uwagę, że znów są to organizacje spoza zamkniętego kręgu środowiska architektonicznego. Obie instytucje, choć to bardziej fundacje – powołali młodzi historycy sztuki, krytycy i architekci. Robią wystawy zdobywając granty. A takie szacowne instytucje jak Muzeum Architektury z Wrocławia dalej robią wystawy „ku pamięci”, pięćdziesiątą którąś wystawę o modernizmie niemieckim, bo stamtąd mają granty. Tam króluje XIX wiek, i tak jak pokazane są tam wypreparowane detale architektoniczne, pozostałości dawnych budowli, tak też wyglądają tam wystawy – to martwe preparaty, nie wchodzące w dialog z współczesnością.

Marcin: Ale jak tam mają być dobre wystawy, skoro nie ma prawdziwego zespołu. Dla mnie wrocławskie muzeum to moloch, wiele etatów, ciepłych posadek, z których nic nie wynika. Dyrektor Jerzy Ilkosz jest dla mnie człowiekiem pozbawionym wizji, nie ma też odpowiednich kontaktów międzynarodowych, żeby zarządzana przez niego instytucja stała się ważna szerzej, by mogła przyciągać dobre wystawy ze świata, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest nieznany za granicą. Choć ma mnóstwo pracowników pod sobą, to nie ma tam nikogo, kto by coś znaczył w świecie lub miał jakiś ciekawy pomysł na ożywienie tej instytucji. Jest jeden kurator Michał Duda, który stara się coś zmieniać i tyle. A ostatnia wystawa „Dyfuzja” o inspiracji architekturą w malarstwie – dawała pewną nadzieję na wyjście poza sztampę, ale jak zwykle zabrakło mocnej kuratorskiej wizji – ot, obrazy młodych artystów malujących w ten czy inny sposób architekturę. Ale co z tego wynika? Nic!

Tomek: Mówiłeś o dobrych wystawach Centrum Architektury. Oni akurat łamią schematy. Na Łódź Design w 2011 roku zrobili wystawę „Przekierowanie. O zmianie w architekturze”, która była problematyczna – pokazywała problemy współczesności, jak nadmierny rozrost miast, wzrost zanieczyszczeń etc. i różne architektoniczne antidota na te sprawy. I co ciekawe, pokazywano głównie alternatywne rozwiązania, oddolne inicjatywy, dalekie od wielkich projektów rządowych czy deweloperskich.

Marcin: To była wystawa w rodzaju, który nazywam dobrym researchem, gdzie jest mnóstwo analiz, statystyk, wykresów. Ta wystawa w Łodzi była takim kompendium wiedzy, ale jak dla mnie nie wniosła niczego nowego poza to, co już można było samemu odnaleźć w magazynach czy publikacjach, ona zbierała pewne zagadnienie z ostatnich lat do kupy i… zostawiała odbiorcę z masą wiedzy. Ale nie dawała żadnego podsumowania, czy krytycznego spojrzenia na te nowe architektoniczne prądy.

Tomek: To mi trochę przypomina wystawę Instytutu Architektury w Muzeum Narodowym w Krakowie „Za-mieszkanie 2012. Miasto ogrodów, miasto ogrodzeń”, które też była taki researchem współczesnych typów zabudowy mieszkaniowej. Punkt wyjścia wystawy był niezmiernie interesujący, 100 lat wcześniej w miejscu, gdzie stoi krakowskie muzeum odbyła się słynna ekspozycja „Wystawa architektury i wnętrz w otoczeniu ogrodowem”. Wówczas zbudowano tam w skali 1:1 modele domów rodziny rzemieślniczej, robotniczej, dla rodziny rolnika oraz dworek podmiejski. Instytut Architektury, który tą wystawą zainaugurował działalność, pokazał ja te ideały sprzed stulecia mają się dzisiaj, analizując współczesne typy domów: od podmiejski rezydencji, poprzez mieszkanie na strzeżonym osiedlu, skończywszy na dole tej „drabiny”, czyli mieszkaniu w kontenerze socjalnym. Dawne podziały społeczne zastąpiły dysproporcje materialne. Wystawę ilustrują wielkie zdjęcia, szczegółowe makiety (z mebelkami!) opisywanych typologii, są nawet nagrania ich mieszkańców. Wystawa ma ciekawą oprawę, ale dla mnie to było trochę oglądanie rzeczywistości w skali 1:1, którą wycięto i wstawiono do muzeum.

Marcin: Ta wystawa miała ciekawy koncept, ale zabrakło pójścia o krok dalej. Fajnie była rozwiązana w przestrzeni. Analizy są ok, ale trzeba z nich wyciągnąć jakiś wniosek, pokazać, co z tego wynika, że mamy takie typy zamieszkiwania. Zabrakło mi też pokazania, jak np. niwelować te drastyczne dysproporcje, nie było też krytyki pewnych typów mieszkania, jak osiedla grodzone czy getta socjalne.

Tomek: A nie wydaje ci się, że być może problemem polskich wystaw jest brak funduszy na nie, bo temat prezentacji architektury traktuje się u nas po macoszemu. Instytucje pozarządowe muszą dosłownie walczyć o każdy grosz, żeby zrobić wystawę, co potem odbija się na ich jakości. W Polsce co druga ekspozycja zbudowana jest z tanich płyty OSB…

Marcin: …jak ja widzę te paździerzowe aranżacje to mam ochotę wziąć siekierę…

Tomek: Poruszyłem temat kasy, bo ostatnio Centrum Architektury zbierało fundusze na kolejną wystawę poprzez publiczną zbiórkę pieniędzy za pomocą portalu wspieramkulture.pl. Przez kilka tygodnie nie udało im się jednak zebrać zakładanych 15 tys. zł. To pokazuje z jakimi prozaicznymi problemami muszą walczyć twórcy wystaw architektonicznych.

Marcin: Wiesz, to jest kolejna kompromitacja środowiska architektonicznego, obserwowałem zbiórkę pieniędzy, w sumie udało im się zebrać mniej niż 30%. A czemu ci znani architekci, których projekty miały być pokazane na wystawie, nie dali kasy? To mnie w tym wszystkim wkurzyło, tysiące apelów i udostępnień na facebooku, a wystawę wsparło 30 osób, co to ma być? Wystawa zapowiada się ciekawie, jednak mam pewne obawy. Mam nadzieje, że nie ograniczy się tylko i wyłącznie do prezentacji 10 współczesnych polskich domów – z makietami i zdjęciami. Mam nadzieję, że to nie będzie typowy przegląd, z którego znów niewiele wyniknie, oprócz tego, by pokazać, jaką to mamy wspaniałą architekturę w Polsce.

Tomek: No nie przesadzaj – takie wystawy mają walory edukacyjne i popularyzatorskie. To że Ty znasz te domy, to nie znaczy, że zna je przeciętny Kowalski.

Marcin: A który przeciętny Kowalski chodzi na wystawy o architekturze?

Tomek: Akurat Centrum Architektury potrafi wyjść do ludzi. W zeszłym roku zrobiło wystawą na osiedlu Za Żelazną Bramą w Warszawie, o ideach modernistycznych, w tym Karcie Ateńskiej, które stoją za wszystkimi wielkimi osiedlami zabudowanymi blokami. Na wystawę składały się plansze ustawione w witrynach bloków na parterze – mógł się z nimi zetknąć każdy mieszkaniec.

Marcin: Ale to były plakaty z hasłami Le Corbusiera, które bez odpowiedniego przygotowania były nieczytelne dla ludzi z ulicy. Sam koncept wystawy był bardzo dobry.

IMG_00000292_edit_edit-1024x697

Tomek: Znów tylko krytykujemy, a nie mówimy o tym jak zrobić dobrą wystawę o architekturze.

Marcin: Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że wystawa o architekturze rządzi się własną specyfiką, to nie jest wystawa sztuki, gdzie możemy do sali wstawić dzieło sztuki. Do muzeum nie wniesiemy obiektu architektonicznego, możemy tylko go przedstawić poprzez jakieś medium – i właśnie w tej reprezentacji architektury tkwi clou sprawy.

Tomek: Problemem większości wystaw jest to, że skupiają się tylko na tej wizualnej reprezentacji, przez co dochodzi do spłaszczenia architektury, trochę jak z wizualizacjami podrasowanymi w Photoshopie.

Marcin: Już sam Le Corbusier mówił: „Trzeba się przyglądać rzeczy samej w sobie, zbliżyć się do esencji przedmiotu”. Jak chcesz doświadczać architekturę – to jedź ją oglądać na miejscu.Dlatego nie ma sensu dziś robić wystaw, które pokazują jedynie zdjęcia i rysunki rzutów, to możemy zobaczyć w każdym magazynie czy książce. Potrzebny jest pomysł kuratorski.

Tomek:  Ale sam wiesz, że nie ma jednej recepty na dobrą wystawę, bo gdyby był, to mielibyśmy same świetne wystawy.

Marcin: Widzę kilka takich ciekawych współczesnych prądów kuratorskich w wystawach architektonicznych na świecie, które jakoś nie dotarły do Polski. Pierwszy to zwrot ku performance’owi – „performative turn” jak lubi mówić Pedro Gadanho, kurator architektury w MoMA w Nowym Jorku – to może nic nowego, bo już neoawangarda w latach 60. i 70. w ten sposób komunikowała i testowała architekturę. Polega to na angażowaniu się w kwestie społeczne, podejmując krytykę pewnych tendencji w architekturze w pełni angażując użytkownika. Drugi nurt to architektura jako atmosfera („architektura z atmosferą” jak mawia wybitny kurator i krytyk Henry Urbach, obecnie dyrektor Philip Johnson Glass House), która kreuje przestrzeń, wpływa na nasze samopoczucie, oddziaływając na wszystkie albo wiele zmysłów. To wystawa, która zamiast pokazywać dosłownie architekturę tworzy para-architekturę nie pozostawiając nas obojętnym, wciągając do środka.

Tomek: Ja bym jeszcze dodał wystawy merytoryczne, które są pokaźnym podsumowaniem badań, ale nie zostawiają nas tylko z suchymi faktami, ale dają narzędzia do ich analizy, wyciągania wniosków i przede wszystkim stanowią inspirację – do tworzenia nowej architektury, do szukania nowych rozwiązań problemów.

Marcin: A gdybym miał szukać przykładów najlepszych wystaw o architekturze w Polsce – to wymieniłbym prace Kasi Krakowiak, która od czasów studenckich eksploruje przestrzeń na wiele sposobów, dotyka istoty architektury, wsłuchuje się w przestrzeń budynków. To też wystawy Adama Budaka i świetna wystawa z bardzo dobrym katalogiem „Bewitched Bothered and Bewilded”. No i festiwal Alternativa w Gdańsku, który dotyka tego, co mnie najbardziej kręci, bo jest na pograniczu sztuki, architektury, nauki, a do tego w niesamowitej scenerii przestrzeni dawnej Stoczni Gdańskiej.

Tomek: Masz rację, najciekawsze wystawy około architektury powstają w instytucjach sztuki, np. w CSW Znaki Czasu w Toruniu jest genialna wystawa o modzie „Cuda Niewidy” Dobrili Denegri, która ma dla mnie niesamowity architektoniczny wydźwięk i potencjał, bo pokazuje jak moda posiłkuje się architekturą czy wręcz technologiami stosowanymi przez architektów, jak drukarki 3D, czy projektowanie parametryczne. No i właśnie ruszała kolejna Alternativa. Myślę, że w ciemno można zachęcić czytelników A&B do odwiedzenia tego festiwalu.

Marcin: Ja się na pewno wybieram. Temat też wydaje się niebanalny: „Do jutra! Ideologie przestrzeni miasta i taktyki jego zamieszkania”.

Tomek: Zatem jedziemy do Gdańska! Do jutra!

http://www.artbiznes.pl/