Figury niemożliwe w Polskim Pawilonie

Polski Pawilon na tegorocznym Biennale w Wenecji może zaskoczyć. Zamiast przeładowanej encyklopedii 100 lat modernizmu prezentuje tylko jeden obiekt, w którym jak w soczewce skupiają się problemy Europy Środowej doby międzywojennej — kiedy nowo powstałe państwa próbowały budować swoją tożsamość za pomocą nowoczesnej architektury. Nie spodziewajcie się jednak pozytywnego przesłania. Wystawa to raczej niepokojący nagrobek wystawiony modernistycznej utopii

Poland (2)_Fotor

Od kilku edycji Polski Pawilon na Biennale Architektury zdecydowanie wyróżnia się na tle innych krajów. Być może przez fakt, że opiekę merytoryczną sprawuje nad nim instytucja zajmująca się na co dzień sztuką a nie architekturą. Stąd wystawy bardziej przypominają prowokujące instalacje artystyczne, niż typowe przeglądy architektonicznych dokonań kraju. Zachęta — Narodowa Galeria Sztuki ma w organizacji wystaw w Polskim Pawilonie niemałe sukcesy, w poprzedniej edycji Biennale polska ekspozycja zdobyła specjalne wyróżnienie, a w 2008 roku Złotego Lwa. I tym razem wystawa zaskakuje niecodziennym podejściem do tematu. Na szczęście! Na tegorocznym Biennale większość pawilonów narodowych poszła zbyt dosłownym tropem myśli przewodniej Rema Koolhaasa. W Giardini co krok wpadamy na archiwa, biblioteki, czy magazyny 100 lat „absorbowania nowoczesności” przez kolejne państwa. To co świetnie prezentowałoby się w obszernych, encyklopedycznych publikacjach, na wystawach okazuje się niestrawne, przeładowane od natłoku informacji. Przejście przez pawilon japoński czy chorwacki, wymaga od widza sporo czasu i cierpliwości.

Na tym tle polski pawilon jest w awangardzie. Podobnie jak w niemieckim jest tam zaprezentowany tylko jeden obiekt, replika architektoniczna w skali 1:1. Podczas gdy Niemcy postawiły na ultramodernistyczny bungalow kanclerza przeniesiony wprost z Bonn, w Polskim Pawilonie w centrum sali stanął obiekt na pierwszy rzut oka odległy od XX-wiecznych wyobrażeń o nowoczesności. To baldachim stanowiący zadaszenie zejścia do krypty marszałka Józefa Piłsudskiego, którego oryginał znajduje się na Wzgórzu Wawelskim w Krakowie, tuż obok Katedry Wawelskiej — miejsca spoczynku królów polskich, ale i najwybitniejszych narodowych osobistości.

Poland (4)_Fotor

Poland (2)_FotordddPoland (3)_Fotor

Poland (5)_FotorWystawa w Polskim Pawilonie Impossible Objects (Figury niemożliwe) na 14. Biennale Architektury w Wenecji; FOTO: Andrea Avezzù / dzięki uprzejmości la Biennale di Venezia

W tym pomnikowym założeniu niczym w soczewce skupia się cała skomplikowana problematyka budowania nowoczesności w okresie międzywojennym w Polsce, ale i w ówczesnej Europie Środkowej. Po I wojnie światowej Polska na nowo zaistniała na mapach świata, odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów (kraj rozebrały sąsiednie Imperium Rosyjskie, Królestwo Prus i Imperium Habsburgów). Nowo powstałe państwo poszukiwało własnej tożsamości, architektura była jednym z kluczy do budowy narodowego charakteru, kreowania mitów i tworzenia więzi z przeszłością, jak i wytyczania dróg przyszłego rozwoju.

Autorem pomnika jest Adolf Szyszko-Bohusz, najsłynniejszy polski architekt okresu międzywojennego, a także wybitny konserwator zabytków. Absolwent Akademii w Sankt Petersburgu, rówieśnik Miesa van der Rohe i Le Corbusiera, daleki był od purystycznej architektury białych pudełek. Jego twórczość można porównać do prac Josefa Plečnika, absorbował nowoczesność, jednak czerpał pełnymi garściami z tradycji, dawnych stylów, na których odciskał własne piętno — można by rzecz, że był pierwszym polskim postmodernistą. Szyszko-Bohusz, o którym David Crowley pisze „architekt Piłsudskiego”, już wcześniej wykonywał wiele zleceń dla najwyższych władz państwa, był autorem mauzoleów i pomników budowanych na część narodowych bohaterów, których pochówki (często ponowne, związane z przeniesieniem zwłok) były elementem państwowej propagandy budowania mitów i teatralizacji śmierci. Szyszko-Bohusz zrealizował również letnią rezydencję prezydenta, tzw. Zamek Myśliwski w Wiśle czy Dom Legionów im. Józefa Piłsudskiego w Krakowie — siedziby związku kombatantów, którzy z Piłsudskim na czele walczyli w I wojnie światowej. Wybór architekta do zaprojektowania miejsca spoczynku Marszałka był więc naturalny, tym bardziej, że nie tylko walczył w Legionach, ale pracował również jako konserwator na Wawelu, udowadniając, że potrafi poruszać się w delikatnej materii dawnej siedziby królów polskich.

Baldachim jest odbiciem sprzeczności, która często towarzyszyła architekturze polskiej tego okresu. Z jednej strony młode państwo dążyło do nowoczesności, z drugiej chciało oprzeć się na formach kojarzących się z polskością, z wielowiekową historią i tradycją. Co więcej założenie pomnikowe z definicji wręcz jest prawie niemożliwe do zbudowania w oparciu o nowoczesność, skoro ma upamiętniać przeszłość. Lewis Mumford mówi wręcz, że „Pojęcie nowoczesnego pomnika jest sprzeczne samo w sobie”. Kuratorzy wystawy z Instytutu Architektury opatrzyli ją mottem, które zawisło nad wejściem do sali — to słowa Adolfa Loosa: „Tylko bardzo mała część architektury przynależy do sztuki: nagrobki i pomniki. Wszystko inne co spełnia funkcje nie ma prawa przynależeć do dziedziny sztuki”. Szyszko-Bohusz stworzył więc obiekt sztuki, który stanowi fundament pod mit Marszałka, ojca polskiej niepodległości, człowieka, który budował jedność narodową, co nie było proste w kraju, którego trzy części przez ponad stulecie były pod różnymi wpływami. Aby spotęgować wymowę symboliczną pomnika jego elementy pochodzą ze spoliów, zdobyczy po wszystkich trzech zaborcach. I tak kamienny cokół baldachimu zbudowano z granitu z rozebranego pomnika Bismarcka, który stał w Poznaniu do 1918 roku. Elementy z brązu to przetopione armaty austriackie. Kolumny z marmuru z kolei wydobyto z cerkwi Aleksandra Newskiego w Warszawie — symbolu rosyjskiej dominacji, zburzonego po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Baldachim tworzy 6 kolumn korynckich wraz z balustradą, jednak najciekawsze jest samo zadaszenie. Jakby w kontrze do historyzujących podpór stanowi je prosta płyta z brązu, to modernistyczny płaski dach, idealny monolit, platońska doskonałość. To jakby metafora nowoczesnego państwa, który budowany jest na podwalinach skomplikowanej historii i wielowątkowej tradycji. Jednak w tym wszystkim pojawia się pewien dramatyzm — płytę od kolumn oddziela szczelina, nie spoczywa ona bezpośrednio na korynckich kapitelach, a punktowych, prawie niewidocznych podparciach. To w tej szczelinie zawiera się tytułowa „figura niemożliwa”. Jej odczytanie może być dwojakie. Duchowe, związane z istotą pochówku, co wiąże się też z łacińską inskrypcją na obrzeżach zadaszenia — „Corpora dormiunt, vigilant animae”  (ciała śpią, dusze czuwają). Kolumny to sfera ziemska, przyziemna, podczas gdy zadaszenie jest metaforą sfery duchowej, przynależnej już do innego, wyższego porządku. Jednak kuratorzy ustawiając replikę baldachimu w Wenecji, w kontekście Biennale, tworzą znacznie ciekawsze odczytanie pomnika. Ta szczelina to rozziew pomiędzy dążeniami modernistów, ich pogonią za mityczną nowoczesnością, a rzeczywistością pełną zaszłości, wtórności, populistycznych upodobań mas, które zwykle lubują się w tradycyjnych stylach historycznych. Artysta Jakub Woynarowski w replice baldachimu podbił jeszcze lewitowanie płyty — spoczywa ona na dwóch kryształowych sześcianach, przez co owa niemożliwość jest spotęgowana, a rozziew pomiędzy tradycją a modernizmem — jeszcze większy.

Z wystawy bije niepokojący fatalizm. Nowoczesność w kontekście państwa, polityki i jej propagandy — jest niemożliwa do osiągnięcia. Wizje zostają zawsze przemielone przez żarna populizmu i masowych gustów. Na tle innych pawilonów, które chwalą się dokonaniami swoich stu lat modernizmu i nierzadko tchną optymizmem i wiarą — jest to wręcz odważne ukazanie utopijności, jaka towarzyszy każdemu projektowi budowania nowoczesności.

Istnieje tylko obawa, czy wystawa dotykająca tak bardzo problematyki środkowoeuropejskiej, nie będzie zbyt hermetyczna dla szerszego grona odbiorców? Choć pomnik Marszałka i jego historia idealnie wpisują się w koolhaasowskie zadanie, to jednak pozostawia odbiorcę z dość jednoznacznie zarysowaną interpretacją, narzuconą przez kuratorski opis i towarzyszącym replice infografikom.

Poland (1)_Fotor

Wystawa w Polskim Pawilonie Impossible Objects (Figury niemożliwe) na 14. Biennale Architektury w Wenecji; FOTO: Andrea Avezzù / dzięki uprzejmości la Biennale di Venezia

Wystawę też niepotrzebnie przegadano w niewielkim westybulu pawilonu, gdzie zawisły zdjęcia (drukowane na porcelanie, jak fotografie na tradycyjnych polskich nagrobkach), które mają wprowadzać w tematykę funeralną. Z jednej strony to słynne nagrobki architektów, wielkich modernistów, jak Miesa, Le Corbusiera, czy Alvaro Aalto. Wśród tych fotografii kuratorzy umieścili jeden „fake” — to fikcyjny nagrobek z ustawioną bryłą przypominającą siedzibę CCTV w Pekinie, autorstwa OMA, czyżby hipotetyczny nagrobek Rema Koolhaasa? Ta szczypta ironii jest tu trochę nie na miejscu, bo osłabia wymowę głównego obiektu. Z drugiej strony pokazane są z kolei znane założenia pomnikowe wybudowane w duchu modernizmu, jak mauzoleum Lenina na Placu Czerwonym, czy Anıtkabir – mauzoleum Atatürka w Ankarze. Jakby tego było mało wśród zdjęć wmieszały się jeszcze rysunki przedstawiające wcześniejsze koncepty baldachimu, na których widać poszukiwania Szyszko-Bohusza — od gotyku, przez uproszczony renesans. Kuratorzy chcieli zbudować szerszy kontekst do odbioru swojej wystawy, ale niepotrzebnie rozdrobnili jej wymowę, która i bez tego jest niezwykle mocna i klarowna. Niestety trochę też zbyt martyrologiczna. Śmierć to w kulturze polskiej nieodłączny element codzienności, jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu jest Święto Zmarłych. Budowanie pomników, umartwianie się i pesymizm to wręcz polska specjalność. Jednak mimo tych wszystkich wątpliwości, wystawa w Polskim Pawilonie jest jedną z ciekawszych w Giardini. To de facto nagrobek wystawiony modernistycznej utopii.

Poland (6)_Fotor

Wystawa „Figury niemożliwie” w Pawilonie Polskim

kuratorzy: Instytut Architektury

(Dorota Jędruch, Marta Karpińska, Dorota Leśniak-Rychlak, Michał Wiśniewski)

współpraca: Kacper Kępiński, Iza Wałek, Agata Wiśniewska

projekt artystyczny: Jakub Woynarowski

17.06.2014