„Made in… architektura narodowa?” – WESTIVAL Sztuka Architektury

WESTIVAL Sztuka Architektury to festiwal poświęcony szeroko rozumianej architekturze odbywający się co roku w Szczecinie. W 2013 roku siódma edycja WESTIVALU miała charakter niezwykły. Po raz pierwszy organizator wydarzenia – Stowarzyszenie Architektów Polskich Oddział w Szczecinie – zaprosił zewnętrznych kuratorów. Wybrano duet kuratorski Architecture Snob, który tworzą Tomasz Malkowski i Marcin Szczelina. Dla tej edycji przygotowali temat główny „Made in… architektura narodowa?”, który dotyka kwestii tożsamość architektury oraz zadaje fundamentalne pytanie – czy istnieje polska architektura, czy jest jeszcze miejsce na style narodowe w zglobalizowanym świecie?

988265_204059869767123_1263560608_n_Fotor

Pytanie kim jestem – jest pytaniem fundamentalnym, które stale trzeba sobie zadawać, zwłaszcza w momentach kryzysowych, kiedy systemy wartości upadają lub wydają się być przebrzmiałe. Jesteśmy w momencie dziejowym, kiedy cały świat ma poważny problem z tożsamością. Kim jestem – pytają zagubione w ponowoczesnym zatomizowanym społeczeństwie jednostki, pytają narody rozpływające się oceanie globalnych procesów. W tym wszystkim architektura – po XX-wiecznych rewolucjach, -izmach, wiedziona na pokuszenie przez kolejne ideologie – również staje przed elementarnym pytaniem o własną tożsamość, zwłaszcza architektura w kontekście narodowym. Czy po sukcesie stylu międzynarodowego, ogólnoświatowym pochodzie modernizmu, a także globalnych technologii, unifikacji technik budowalnych wprowadzanych przez ponadnarodowe korporacje, czy po wszechobecnej wymianie informacji i permanentnej implementacji elementów obcych – jest jeszcze miejsce na architekturę narodową?

W 1914 roku mówienie o architekturze Chin, architekturze Szwajcarii czy Indii miało jeszcze sens. Sto lat później, pod wpływem wojen, powstania rozmaitych reżimów politycznych, rozwoju Narodowych i międzynarodowych nurtów architektonicznych, indywidualnych talentów, przyjaźni, losów poszczególnych jednostek oraz rozwoju technologicznego, architektura mająca niegdyś swój specyficzny i lokalny charakter stała się wymienna i globalna. Tożsamość narodowa ustąpiła pozornie nowoczesności – napisał w swoim oświadczeniu kuratorskim Rem Koolhaas, kurator generalny 14. Międzynarodowego Biennale Architektury w Wenecji.

W Polsce pytanie o architekturę narodową jest dotkliwe – zważywszy na naszą burzliwą historię i permanentne przerywanie ciągłości rozwoju. To historia walki o własną tożsamość, chronienie się przed wpływami zaborców, kolejnych okupantów, narzucanych zewnętrznie styli.

Po 20 latach upragnionej wolności – polskość w architekturze kojarzy się wyłącznie źle – z pseudodworkami, które zalewają przedmieścia rozpływających się miast, z tandetną kostką brukową chodników, z betonowymi ogrodzeniami zdobnymi w barokowe rocaille, wszechobecnymi reklamami, chaosem przestrzennym, zawłaszczanymi przez deweloperów przestrzeniami publicznymi. Króluje „słowiańska dusza” w postaci źle rozumianej wolności – „róbta co chceta”, jak i nowobogackie „zastaw się a postaw się”. Architektura polska to najczęściej „ctrl + c, ctrl + v” – polega na kopiowaniu gotowych rozwiązań z mitycznego wciąż Zachodu.

Dorota Masłowska w swoim dramacie „Między nami dobrze jest” ustami jednej z bohaterek wystawia wstrząsającą diagnozę: Każdy wie, że Polska głupi kraj, biedny i brzydki. Architektura brzydka, pogoda ciemna, temperatura zimna, nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach. W telewizji złe programy, dowcipy niedowcipne, prezydent wygląda jak kartofel, a premier jak kabaczek. Premier wygląda jak kabaczek, a prezydent jak premier. We Francji jest Francja, w Ameryce Ameryka, w Niemczech są Niemcy i nawet w Czechach są Czechy, a tylko w Polsce jest Polska.

Polskość to coś wstydliwego. Patriotyzm zawłaszczyła u nas jedna strona sceny politycznej, co jeszcze bardziej utrudnia budowanie naszej narodowej tożsamości. Polacy wydają się jednoczyć tylko poprzez niechęć do Polski i wspólną frustrację wynikającą z tego, że… są Polakami. Jak tu budować tożsamość?

Ty nie masz korzeni…, tylko taką duchową niby-nóżkę, jak ameba, za pomocą której na chwilę przyczepiasz się do podłoża – tak do jednej z bohaterek powieści „Kobiety” autorstwa Joanny Bator mówi przyjaciółka.

Kim więc jesteśmy, kiedy nasze korzenie są liche? Jaka jest architektura polska? Czy w ogóle istnieje architektura polska?

Potrzebujemy własnego stylu m.in. w architekturze i wzornictwie, który odzwierciedli najlepsze tradycje. Stylu, który kojarzyć się będzie z odwagą i wolnością, z otwarciem na nowoczesność i będzie wizytówką Polski w świecie – powiedział minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski otwierając I Konferencję Infrastrukturalną MSZ w kwietniu 2013 roku.

Pytanie o architekturę narodową w kontekście Szczecina – czy też Stetina, Stetyny, Stitina, Stitinum, Stitiny, Stetina, Stitti i Stettina – nabiera jeszcze głębszych znaczeń. Szczecin – miasto polskie od 1945 roku, wcześniej niemieckie, bywało w swojej burzliwej historii i pod okupacją szwedzką, francuską i rosyjską. Było też przed tysiącem lat w rękach pierwszych polskich władców. To miasto stojące wciąż przed otwartą kwestią dotyczącą własnej tożsamości, będące na styku narodów, ale i ciągle nadpisywane, jakby kolejni mieszkańcy na tym samym płótnie nanosili kolejną warstwę farby, tworzyli własny obraz, z własną mitologią i historią. W Szczecinie w ułamku chwili wymieniono całą społeczność. Przyjezdni Polacy znów nadpisali miasto, niemieckie nazwy zastąpiły polskie o konotacjach słowiańskich, sankcjonujące prapolskość Szczecina. Przepiękny układ urbanistyczny, gmachy pruskie, dostojne wille poniemieckie – a wśród tego bloki z wielkiej płyty, nowe centra handlowe. Gdzie kończy się architektura niemiecka, a gdzie zaczyna polska. Czy cezura czasowa ustanawia ten podział? A może granice są w naszych głowach?