Koolhaas szykuje fundamenty pod prawdziwą nowoczesność

Jakie będzie to Biennale Architektury? Nadzieje są wielkie. Po ostatniej dość ospałej, intelektualnie pustej edycji — apetyt wzrósł niepomiernie. Wzmaga go tym bardziej osoba kuratora generalnego — Rema Koolhaasa. To jedyny stararchitect, który nie zaprzedał duszy, współpracując nawet z reżimami, nie odpuszcza intelektualnej strony architektury. Na podstawie jego idei przewodniej — „Fundamentals” spekulujmy, jakie będzie Biennale. Koolhaas buńczucznie mówi, że wczorajsza nowoczesność z szacownym modernizmem, to tylko pozorna nowoczesność. Architektura zaczyna się od nowa? Zobaczymy!

VHQGUBKADA08509_Fotor

„Fundamentals” — motyw przewodni tegorocznego Biennale Architektury sformułowany przez Rema Koolhaasa, kuratora generalnego, kieruje nasze myśli do korzeni, do istoty architektury. Nasuwa pytania „co to jest architektura?”, „czym była?”, ale przede wszystkim: „dokąd zmierza?”. To Biennale ma szansę poruszyć fundamentalne kwestie, o których w pogoni za nowoczesnością, zapominamy. Ambicją każdego kuratora jest dotknąć najważniejszych kwestii, ale ostatnie edycje stawiające „fundamentalne”, ważkie pytania jak „People meet in architecture” czy „Common ground” wydawały się osiadać na mieliźnie banału. Co więcej, były sloganami bardziej, niż myślami drzemiącymi za głębszą ideą. W przypadku Koolhaasa nie ma wątpliwości, że to właściwe pytanie, postawione we właściwym momencie. Jak nigdy wcześniej bowiem w historii ludzkości, tak łatwo nie jest o zatracenie kontaktu z owymi „fundamentami”, korzeniami.

Żyjemy w świecie globalnym, to co jeszcze do niedawno było akademickim terminem socjologów — „globalna wioska” — staje się codziennością wielu z nas. W przeciągu swojego życia możemy mieszkać w wielu miastach w różnych krajach, zmieniając wciąż kulturę, język, stykając się wciąż z nowymi ludźmi z odległych rejonów Ziemi. Tak jak łatwo zmieniamy adres, uczymy się nowych języków, sposobów bycia, smakowania nowej kuchni, odkrywania innych rozrywek. Czasami nie trzeba ruszać się z fotela, by eksplorować cały świat. Tak łatwo zapomnieć w tym ciągłym ruchu o stałości, o punkcie startowym, kiedy wciąż biegniemy do oddalającej się mety. Sama architektura zmienia się równie często jak moda, podlega nietrwałym trendom, nowym technikom, kolejnym rewolucjom. Podstawowe pojęcia ulegają wypaczeniu — znamy głównie ich przetworzenia, reinterpretacje, kontynuacje, reinkarnacje, adaptacje, komentarze, tłumaczenia, a same źródła, ów rdzeń architektury — powoli zamazuje się. Kto wie czy Koolhaas stawiając przed nami „fundamenty”, nie dokonuje swego rodzaju obrzędu — przez które Biennale stanie się misterium przypominające nam o prapoczątkach architektury, w każdym razie na pewno tej nowoczesnej.

Na „Fundamentals” składają się bowiem także „Elements of Architecture” — gdzie kurator generalny z gronem współpracowników na wystawie w Pawilonie Centralnym będą na nowo szukać definicji takich wydawałoby się oczywistych elementów architektury jak okno, drzwi, ściana, dach, schody, czy winda. Ten elementarz, wręcz wokabularz architektury — może zaskakiwać — po kimś tak progresywnym jak Koolhaas czy jego think-tank AMO spodziewać by się mogło kolejnego „fuck the context”. Zamiast tego zapowiada się powrót do źródeł. Uważamy, że może to być strzał w dziesiątkę. Właśnie brak jednoznacznego zdefiniowania podstawowych pojęć utrudnia dyskusję o samej architekturze. To jedna z największych bolączek współczesnej teorii architektury, grzęźnie czasami już na etapie definicji architektury, budynku, czy przestrzeni. Dookreślając te pojęcia Koolhaas daje solidne podstawy do dalszej dyskusji, która może wyciągnąć obecny dyskurs ze ślepej uliczki. Można mieć tylko pewne obawy, czy ten nowy dyskurs nie będzie zbyt mocno nakierowany przez silną osobowość kuratora generalnego i jego wyraziste poglądy? Czy szef OMA nie chce napisać własnej historii architektury? Choć dla nas to lepsze to niż nijakość poprzednich kuratorów.

815-elements-Central-Pavili_Fotor

Jak zapowiada Koolhaas, research będzie stanowić leitmotive Biennale. Badania nad stanem architektury, definiowane problemów, zbieranie danych — to zawsze było domeną tej wystawy. Tym razem jednak research będzie odmieniany przez wszystkie przypadki, a Biennale ma być prawdziwym laboratorium. Początkowo takie podejście do wystawy wzbudzały w nas lekki niepokój, czy aby Biennale nie będzie nudne, zbytnio skoncentrowane na analizach. Kto lubi oglądać kolejne wykresy i czytać suche statystyki? Ale wszystko wskazuje na to, że to nie zwykłe przeprowadzenie badań, ale istotna wiwisekcja nowoczesności i rozcinanie mięsa architektury do gołej kości, badanie pod mikroskopem jej najmniejszych atomów. To w końcu tak naprawdę przystawienie lustra, żeby architektura (i architekci) mogli sami sobie przyjrzeć. Tego oczekuje się od najlepszych edycji Biennale, żeby sięgało głęboko do istoty swojej dziedziny.

Ten wątek „fundamentów architektury” kontynuuje część wystawy nazwana „Absorbing modernity 1914-2014” — rozwijana w Arsenale, ale również na wystawach narodowych. Spojrzenie na ostatnie 100 lat zwycięskiego pochodu nowoczesności, na podwaliny modernizmu i tego czego on dokonał, wydaje się u progu XXI wieku, wręcz konieczne. Oto wchodzimy w fazę „dojrzałej nowoczesności” (albo tak się nam przynajmniej zdaje, bo „nowoczesność” zawsze umyka, jak Biały Królik Alicji). Modernizm ma już 100 lat, to dziś szacowny dziadek, można na niego patrzeć z dystansem, nie tylko bez nabożności, ale i bez wrogości, jaka przyświecała minionemu dyskursowi postmodernistycznemu. To właściwy czas by na chłodno przeanalizować ową nowoczesność. Tym bardziej, że świat zdaje się być przez nią na zakręcie. Zmiany jakie przyniósł XX wiek, gdzie nie tylko architektura, ale cała cywilizacja była wiedziona na pokuszenie przez kolejne -izmy, ideologie i rewolucje — wykoleiły stare hierarchie wartości. Czy zostały zastąpione przez nowy porządek? Kapitalizm, demokracja i globalizm, które jeszcze do niedawna wydawały się dobrą odpowiedzią — dziś poddane są pod wątpliwość przez obecny kryzys —  wartości, jak i gospodarczy. Do tego dochodzi kryzys tożsamości, z którym boryka się cały świat. Kim jestem – pytają zagubione w ponowoczesnym zatomizowanym społeczeństwie jednostki, pytają narody rozpływające się oceanie globalnych procesów. Koolhass pisze w swoim oświadczeniu kuratorskim: W 1914 roku mówienie o architekturze Chin, architekturze Szwajcarii czy Indii miało jeszcze sens. Sto lat później, pod wpływem wojen, powstania rozmaitych reżimów politycznych, rozwoju Narodowych i międzynarodowych nurtów architektonicznych, indywidualnych talentów, przyjaźni, losów poszczególnych jednostek oraz rozwoju technologicznego, architektura mająca niegdyś swój specyficzny i lokalny charakter stała się wymienna i globalna. Tożsamość narodowa ustąpiła pozornie nowoczesności.

815-absorbing-modernity-191_Fotor1

815-Absorbing-Modernity-201_Fotor2

To wszystko rzeczy dość oczywiste i wiadome. Zastanawiający jest jedynie epitet jakim Koolhaas poprzedził nowoczesność — „pozorna”. A więc modernizm był tylko pozornie nowoczesny, czy więc jego rewolucja też była pozorna? Może XX wiek był dopiero przygotowaniem do nowoczesności, którą dotychczas mylnie rozumiano jako unifikację, jako odrzucenie lokalności na rzecz globalnej banalności?

Takie postawienie sprawy przez Koolhaasa podważa wiarę w modernizm i jego zbawczą moc. Ale nie zostawia nas bez nadzieli na lepsze jutro, co można wyczytać w końcowym akapicie jego kuratorskiego oświadczenia: Przejście do tego, co wydaje się być rodzajem uniwersalnego języka architektury jest procesem znacznie bardziej skomplikowanym niż zwykliśmy uznawać, a uwikłane są weń znaczące spotkania kultur, wynalazki techniczne i trudno uchwytne starania, by pozostać „narodowym”. W czasach wszechobecnej wyszukiwarki Google i spłaszczenia pamięci kulturowej, kluczowym dla przyszłości architektury jest wskrzeszenie i wyeksponowanie tych narracji.

Nowoczesność jest wciąż przed nami. Czy starczy nam odwagi by ją osiągnąć? Liczymy, że choć trochę jej przedsmak da nam Biennale dowodzone przez Koolhaasa.

03.06.2014