Amerykańskie lustro, w którym przegląda się świat

Amerykański Pawilon na tegorocznym Biennale Architektury to skrzyżowanie typowego biura architektonicznego z archiwum. Wszystko po to, by dobitnie ukazać olbrzymią skalę eksportu amerykańskiej architektury. To jedyny pawilon w Giardini, który tak mocno przedstawił jeden z najważniejszych aspektów nowoczesności — globalizację. W wystawie jak w lustrze — przegląda się jednak cały świat. Bo na ile oglądamy eksport architektury made in USA, a na ile import myśli i prądów architektonicznych absorbowanych ze świata przez amerykańskie firmy?

United States of America (1)_Fotor

Pawilony narodowe na tegorocznym Biennale Architektury, z racji dłuższego niż zwykle czasu na przygotowanie wystaw, możliwemu dzięki mądrej decyzji głównego kuratora Rema Koolhaasa — stały się w wielu miejscach istnymi kopalniami wiedzy. Widać to szczególności na wystawach japońskiej, koreańskiej (nagrodzonej zresztą Złotym Lwem), ale i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, czy USA. Więcej czasu pozwoliło kuratorom na dogłębny research i zmierzenie się z trudnym tematem „Absorbowania nowoczesności 1914-2014”. Czasami jednak przedobrzono — niektóre pawilony są wręcz przeładowane informacjami.

Amerykański pawilon jednak udanie balansuje na granicy strawnej i efektownej wystawy, jak i bardzo szczegółowego i specjalistycznego archiwum. Wszystko przez prostą i czytelną w swej konstrukcji narrację ekspozycji. Już sam tytuł to zdradza — „OFFICEUS”. To pracownia architektoniczna, amerykańska nie tylko w nazwie, ale i w duchu, przez co mocno korporacyjna, co wyrażono w zunifikowanym wystroju wnętrz i wszechobecnych wertikalach, czyli pionowych żaluzjach, które przemieniły neoklasyczne wnętrza pawilonu w typową przestrzeń biurową.

United States of America (5)_Fotor

Pawilon USA, wystawa „OFFICEUS”; FOTO: Andrea Avezzù / dzięki uprzejmości la Biennale di Venezia

Wnętrze wypełniają także standardowe biurka architektów — podwójne blaty na kozłach. Z tą różnicą, że są z pleksi — oprócz funkcji stołów do pracy pełnią rolę gablot, w których wystawiono narzędzia pracy architektów z ostatniego stulecia (od linijek i ołówków po drukarki 3D). Przy biurkach można usiąść, są komputery, drukarki, papier. Można przeglądać nie tylko archiwum wystawy, ale i włączyć się w bogaty program warsztatów, które toczą się przez cały czas trwania Biennale. Można na nowo interpretować zgromadzony tutaj materiał, ale i go przetwarzać, nadpisywać.

Ale to tylko jeden z elementów ekspozycji. Najważniejszym jest archiwum projektów. To ono jest osnową całej opowieści wystawy. Ściany w kolejnych salach od podłogi aż po sufit wypełniają dziesiątki rzędów półek, na których ustawione są skoroszyty z konkretnymi projektami amerykańskich firm, zrealizowanych za granicą. Liczby są imponujące. Zebrano 1000 projektów z ostatnich stu lat, ponad 200 pracowni. Aby w tym gąszczu się odnaleźć pogrupowano je na 25 tematów, problemów jak np. democratizing action, trojan horses czy crude ideals — wszystkie w pewien zawoalowany sposób krytycznie odnoszą się do prezentowanych obiektów.

United States of America (3)_Fotor

Pawilon USA, wystawa „OFFICEUS”; FOTO: Andrea Avezzù / dzięki uprzejmości la Biennale di Venezia

Wystawa jest jednak w pełni obiektywna — nie dokonywano żadnej selekcji projektów. Oglądamy więc wszystko co wybudowały amerykańskie firmy: ikony, np. Muzeum Guggenheima w Bilbao projektu Franka Gehry’ego, jak i komercyjne molochy sieci Hilton, czy swoiste hybrydy narodowe — Neue Nationalgalerie w Berlinie, które choć zaprojektowane przez rodowitego Niemca Ludwiga Miesa van der Rohe, to powstałe już po jego emigracji do USA.

Tu właśnie pojawia się ciekawy wątek — na ile amerykańska architektura jest amerykańska? Czy oglądamy na pewno eksport amerykańskiej myśli? Pierwsze projekty za granicą są często w duchu Beaux-Arts, co nie dziwi, skoro wielu amerykańskich architektów na przełomie XIX i XX wieku studiowało w Paryżu. A powojenny pochód modernizmu i szklanych wieżowców? To przecież w dużej mierze „zasługa” Hitlera, przez którego do USA wyemigrował kwiat awangardowych architektów z Europy. To też rodzaj globalizacji. Oglądamy więc nie tylko eksport amerykańskiej architektury, ale i import rożnych myśli, prądów i twórców spoza USA — Ameryka wchłaniała i absorbował wszystko i wszystkich.

United States of America (2)_Fotor

Pawilon USA, wystawa „OFFICEUS”; FOTO: Andrea Avezzù / dzięki uprzejmości la Biennale di Venezia

Jednak oglądając wystawę można też dojść do innej refleksji — być może największym osiągnięciem amerykańskiej architektury jest… sam sposób pracy architektów. Korporacjonizm, budowanie wielkich międzynarodowych firm jak Skidmore, Owings & Merrill, HOK, czy Kohn Pedersen Fox Associates, profesjonalizacja zawodu, standaryzacja i biurokratyzacja — to niepodważalny wkład Ameryki w światową architekturę. Ze wszystkim tego plusami i minusami — wielkie firmy są też niestety bardziej komercyjne, podatne na spekulacje, a tworzona w nich architektura jest zazwyczaj kosmopolityczna, wyrwana z lokalnego kontekstu, często po prostu banalna i nijaka. Korporacje produkują taśmowo budynki — wydajne maszyny do zarabiania pieniędzy.

W amerykańskiej architekturze, tej budowanej czy to w USA, czy poza granicami — odbija się więc cały świat. Stąd więc chyba lustrzane powierzchnie wspomnianych pionowych żaluzji. To metafora, że USA są jak zwierciadło, kopiują innych, ale też, z racji, że kultura amerykańska jest dominująca na świecie — my wszyscy patrzymy na Amerykę i ją podglądamy. Kopiujemy kopistów? Wąż zjada własny ogon? To chyba najtrafniejsza przestroga przez zgubnymi skutkami globalizacji.

United States of America (6)_Fotor

Pawilon USA na 14. Międzynarodowej Wystawie Architektury 

„OFFICEUS” 

komisarz wystawy:  Storefront for Art & Architecture

kuratorzy: Eva Franch i Gilabert, Ana Miljački, Ashley Schafer

współorganizator wystawy: Praxis

współpracujący kurator: Michael Kubo

asystenci kuratorów: Carlos Minguez Carrasco oraz Jacob Reidel

projekt aranżacji wystawy: LEONG LEONG

30.06.2014