Weneckie Biennale Architektury bez architektów

Zanim wszyscy zdążą zrecenzować tegoroczne Biennale Architektury w Wenecji, oceniając jego zawartość merytoryczną, warto wrócić do pytania o formę udziału naszej polskiej reprezentacji na Biennale Architektury.

Polska po raz pierwszy pojawiła się na Biennale Architektury w 1996 roku. Organizację powierzono Muzeum Architektury we Wrocławiu, a kuratorem Polskiego Pawilonu został architekt Olgierd Czerner. Wystawa okazała się kompletną kompromitacją do tego stopnia, że przez kolejnych osiem lat nie byliśmy obecni na tej ciągle najważniejszej wystawie architektury na świecie.
Następną próbę podjęto w 2004 roku. Za organizację odpowiadała Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, a kuratorem mianowano Adama Budaka, kuratora sztuki. Jednak zbyt hermetyczna i trudna w interpretacji wystawa Budaka nie spotkała się z większym entuzjazmem w środowisku architektów.
Kolejna wystawa w 2006 roku należała do Jarosława Kozakiewicza i jego projektu “Transfer” (kurator Gabriela Świtek). Wystawa została wybrana w zamkniętym konkursie przeprowadzonym przez Zachętę. Konceptualny projekt Kozakiewicza został skrytykowany przez środowisko architektów. Zarzucano mu zbyt utopijne i ideowe podejście do tematu Biennale. W wątpliwość poddawano również jego nie-architektoniczne wykształcenie, wracając tym samym do pytania dotyczącego reprezentacji architektury na tak ważnym wydarzeniu jak Biennale w Wenecji.
Kolejna wystawa na biennale została wybrana już w otwartym konkursie. Po raz pierwszy udział mógł wziąć każdy kto spełniał kryteria konkursu. Dlatego rok należał do duetu Jarosław Trybuś i Grzegorz Piątek (wraz z fotografem Nicolasem Grospierre i artystą Kobasem Laksą), którzy za wystawę „Hotel Polonia. Budynków życie po życiu” zdobyli najwyższy laur – Złotego Lwa.
Duży sukces spowodował, że wszelkie problemy związane z naszym udziałem na biennale takie jak niedociągnięcia organizacyjne, źle skonstruowany regulamin, czy bardzo dyskusyjny dobór jury poszły w niepamięć.


Otwarcie Polskiego Pawilonu, 24.05.2018 r., fot. Marcin Szczelina.

W 2010 roku wybuchł skandal, gdyż m.in. kuratorzy nagrodzeni Złotym Lwem dla Polskiego Pawilonu, będąc w jury kolejnej edycji doszli do wniosku, że żadna z nadesłanych prac nie spełnia oczekiwań związanych z reprezentowaniem Polski na 12. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji. Pomimo tego, że większość nadesłanych prac na konkurs spełniało wymagania regulaminu, to kuratorzy po zdobyciu Złotego Lwa uwierzyli w swoje nadludzkie kompetencje i odrzucając wszystkie prace, zaproponowali na kuratora Pawilonu Polskiego swojego przyjaciela Eliasa Redstone’na, kuratora architektury z Londynu.
Wielu wybitnych architektów w tym prof. Ewa Kuryłowicz, kwestionowała niejasne procedury organizacji konkursu: “Prac nie punktowano, nie sformułowano żadnych wytycznych – to być może jest treścią protokołu z obrad Jury, który – nie wiedzieć czemu – pozostaje tajny. Tajny, bo nie musi być jawny wg Regulaminu a nawet, jak wynika z oficjalnego komunikatu Zachęty „z uwagi na jego charakter jest to niewskazane” (Obieg pl., 19.04.2010 , artykuł A. Mazura). Pytanie, ‚dlaczego?’ nie uzyska zatem odpowiedzi.” (Obieg.pl, 07.05.2010, artykuł E. Kuryłowicz).
Jednak jak to zwykle bywa w naszym środowisku, na rozmowach się kończy i pomimo fali krytyki, środowisko architektów nie wpłynęło na żadne decyzje organizatorów. Polski Pawilon reprezentowała wystawa artystki Agnieszki Kurant i architektki Aleksandry Wasilkowskiej, której kuratorem był Elias Redstone. To właśnie w 2010 roku środowisko architektów wyraźnie zdystansowało się do wystaw, które były prezentowane w Pawilonie Polskim. Polscy architekci coraz rzadziej uczestniczyli w otwarciu Biennale Architektury w Wenecji, a wystawy w kolejnych latach coraz bardziej przypominały wystawy prezentowane na Biennale Sztuki.
W 2012 roku Polskę reprezentowała artystka Katarzyna Krakowiak (kurator Michał Libera), zdobywając wyróżnienie dla Pawilonu Narodowego, co było wielkim sukcesem. Następnie Instytut Architektury – Dorota Jędruch, Marta Karpińska, Dorota Leśniak-Rychlak, Michał Wiśniewski wraz z artystą Jakubem Woynarowskim (2014 rok) oraz w 2016 roku wystawa kuratorki Dominiki Janickiej wraz z Martyną Janicką i Michałem Gdakiem.

Dlaczego o tym piszę? Gdyż kilka dni temu odbyło się otwarcie Polskiego Pawilonu na Biennale Architektury w Wenecji, gdzie zaprezentowano projekt “Amplifikacja Natury” Grupy Centrala (czynnych zawodowo architektów – Małgorzaty Kuciewicz, Simone De Iacobis we współpracy z Izą Tarasewicz, Jackiem Damięckim i kuratorką wystawy Anna Ptak).
Wystawa zaprezentowana w Polskim Pawilonie według mnie piękna wizualnie, po raz kolejny nic nie mówi o najnowszej architekturze w Polsce. Tak jakby Polska zatrzymała się na realizacjach architektury modernistycznej drugiej połowy XX wieku.
Ten rozdźwięk jest potwornie duży szczególnie jak przyglądamy się ostatnim realizacjom w Polsce. Architekci coraz częściej są doceniani za granicą, obiekty nagradzane w międzynarodowych konkursach, doceniane przez media z całego świata, chwalone przez zagranicznych krytyków.

Dlaczego nie potrafimy wykorzystać tego potencjału i pochwalić się najlepszymi polskimi realizacjami? Dlaczego polskie wystawy na biennale tak bardzo efemeryczne coraz bardziej przypominają wystawy sztuki? Czy to nie powinno być święto polskiej architektury? Święto polskich architektów?

W otwarciu Polskiego Pawilonu uczestniczyło ok. 40 osób, na palcach jednej ręki można było zliczyć czynnych zawodowo architektów, a tych powszechnie znanych było może dwóch. Za to olbrzymia reprezentacja urzędników miejskich, prezesów fundacji, kuratorów sztuki i architektury, dyrektorów instytucji…tylko architektów brak. Może sytuacja po części wynika z tego, że otwarcie biennale jest imprezą zamkniętą, w której udział jest wyróżnieniem. Zaproszenia na to wyjątkowe święto architektów zdobyć można tylko od fundacji La Biennale di Venezia (spełniając określone wymogi) oraz organizatora polskiej wystawy Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki. Jednak znane są tegoroczne przypadki jak kilku polskich architektów z jednej z najbardziej rozpoznawalnych warszawskich pracowni zwróciło się z prośbą o możliwość udziału w dniach zamkniętych do Komisarza Polskiego Pawilonu. Pomimo prowadzonej korespondencji zaproszeń nigdy nie uzyskali.

Czy w otwarciu nie powinien brać też udział Robert Konieczny oraz Medusa Group, którzy prezentowali swoje projekty w wystawach towarzyszących biennale w Palazzo Bembo oraz Palazzo Mora i byli obecni w Wenecji ale w otwarciu Biennale nie uczestniczyli ze względu na brak zaproszeń? Kto ma ten przywilej? Dla kogo jest ta impreza? Dlaczego na biennale architektury jest tak mało przykładów wybitnych polskich realizacji? Czy Biennale Architektury w Wenecji to agora architektów czy artystów? Czy polska architektura ma wypowiadać się językiem hermetycznym, czy może potrzebuje dziś języka uniwersalnego, wypowiedzi stricte architektonicznej, tak jak nagrodzony Złotym Lwem Pawilon Szwajcarski (przygotowany przez czterech architektów związanych z Politechniką Federalną w Zurychu) czy wyróżniony Pawilon Brytyjski (przygotowany przez londyńskie biuro architektoniczne Caruso St. John)?

W tekście z 2010 roku przy okazji skandalu związanego z Polskim Pawilonem na Biennale Architektury w Wenecji prof. Ewa Kuryłowicz napisała: “Dyrektor Agnieszka Morawińska w dyskusji po Biennale w r. 2006 przyznała sobie prawo, jako historykowi sztuki, do oceny i samodzielnej kwalifikacji architektury polskiej twierdząc, iż historyk różni się od architekta jak ornitolog od ptaka. Ornitolog jest specjalistą, a ptak, jak to ptak. Odpowiedziałam wówczas na takie dictum, również na łamach Architektury-Murator, iż z tej dwójki tylko ptak potrafi latać… Opinię tę podtrzymuję.”

Marcin Szczelina
Krytyk i kurator architektury